Ludzie mają swój rozum – rozmowa ze starostą pajęczańskim Zbigniewem Gajęckim

906

Panie Starosto, w najbliższą niedzielę już wybory do sejmu i senatu. Z obserwacji kont facebookowych kandydatów widać, że kampania wyborcza w powiecie pajęczańskim przebiega dość burzliwie.

Jest na pewno pełna emocji, ale tak już z kampaniami wyborczymi bywa i na pewno jest bardziej brutalna. Razi mnie też powszechny proceder niszczenia banerów. Kiedy jeżdżę po powiecie, widzę je pocięte, pomalowane farbą albo leżące pod płotami. Takie rzeczy się zawsze zdarzały, ale nie na taką skalę jak teraz.Za dużo tego wandalizmu. Nawet kiedy w powiecie był Premier Mateusz Morawiecki, ktoś zerwał baner poseł Beaty Mateusiak-Pieluchy z ogrodzenia jej własnego domu. Przykra sprawa, bo  musiał to być ktoś stąd, kto wiedział gdzie mieszka i że akurat w tym czasie nie ma jej w domu, bo przyjmuje Premiera. Nie tak powinna wyglądać wyborcza rywalizacja. To zwykłe chuligaństwo.

Jesteście niewielkim powiatem, a macie własną reprezentację w sejmie. Wiele podobnych, małych społeczności może wam pozazdrościć.

To prawda, że taki zaprzyjaźniony poseł, związany z regionem to wartość dodana, szczególnie jeśli jest to tak doświadczony polityk jak pani Mateusiak-Pielucha. Dzięki jej pozycji i kontaktom łatwiej nam prezentować nasze projekty i przedsięwzięcia przed różnymi instytucjami. W dzisiejszych czasach mediów społecznościowych, aparatów fotograficznych w telefonach, pobieżnych i szybkich informacji wszyscy robią sobie zdjęcia ze wszystkimi, kreując się na ważnych. Ja sam mam wiele zdjęć z politykami z pierwszych stron gazet, ale nic za tym nie stoi. Bo ja mam tylko zdjęcie z prezesem Kaczyńskim, a pani Beata zna się z nim od 30 lat. Ja mam selfie z Premierem, ale to pani poseł z nim współpracuje i się z nim przyjaźni. I tak można by wymieniać.

Podczas tej kampanii powiat pajęczański jest mocno nawiedzany przez kandydatów ze wszystkich list, ale chyba najbardziej z PiS, skąd ta wyborcza atrakcyjność?

Mieszkańcy powiatu pajęczańskiego chętnie chodzą do wyborów. Frekwencja wyborcza jest u nas zwykle jedną z najwyższych w okręgu. To jest jeden z powodów zainteresowania kandydatów. W takim powiecie jest zawsze szansa na znalezienie zwolenników i zdobycie głosów, bo tu ludzie po prostu głosują. Drugi powód jest istotny dla kandydatów z listy PiS. Kiedy popatrzeć na wyniki wyborów w pajęczańskim, to od 2005 roku dokładnie w każdych wyborach – samorządowych, prezydenckich, parlamentarnych, europarlamentarnych – na 12 powiatów w okręgu Sieradz, najlepsze wyniki dla PiS osiągane są u nas. Na przykład w wyborach samorządowych w 2018 roku Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło w powiecie pajęczańskim poparcie na poziomie 48,59%, a powiaty zduńskowolski, wieruszowski czy wieluński od 33 do 39%. W wyborach parlamentarnych w 2015 roku w naszym powiecie dla PiS 51,94%, a w pozostałych jedenastu od 34 do 45%. Premier Morawiecki powiedział nawet w Pajęcznie, że „gdyby wszędzie były takie wyniki jak w powiecie pajęczańskim u Poseł Beaty Mateusiak-Pieluchy to PiS miałby większość konstytucyjną”. W tej sytuacji warto robić u nas kampanię, bo można coś uzyskać z większym prawdopodobieństwem niż w innym miejscu.

Skąd w takim razie bierze się to poparcie dla PiS w powiecie pajęczańskim?

Myślę, że głównie z pracy lokalnych struktur partii. Sam do nich należę, więc wiem o czym mówię. Partię na tym terenie zakładała poseł Mateusiak-Pielucha. Wcześniej działała z braćmi Kaczyńskimi w Porozumieniu Centrum. To ona jest twarzą PiS w powiecie. Zawsze przyciągała do siebie mnóstwo ludzi. Nasze koło liczy dzisiaj około100 osób. Mamy kilkudziesięciu sympatyków. Dzisiaj wszyscy widzą w nas przedstawicieli partii rządzącej, ale przecież tak jest raptem od 4 lat, a partia powstała w 2001 roku. Prezes Kaczyński powiedział kiedyś w Działoszynie:” Pani Beata była ze mną po prawej stronie sceny politycznej, nawet wtedy kiedy wszyscy uważali nas za bankrutów politycznych (…) Skupiała wokół siebie wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym PiS osiąga bardzo dobre wyniki.”   To już 18 lat ciężkiej pracy. W tym czasie pani Beata wypromowała wielu lokalnych polityków. Przy niej stawiali pierwsze kroki w polityce. To dzisiejsi radni gminni, powiatowi, wójtowie, burmistrzowie, wspomnę chociażby wójta Sulmierzyc, wójta Strzelec Wielkich, burmistrza Działoszyna, przewodniczącą sejmiku wojewódzkiego czy również mnie. Niektórym trudno się dzisiaj do tego przyznać, ale jesteśmy niewielką społecznością, więc takie rzeczy po prostu się wie i pamięta.

2011 - spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim
2011r. – w I rzędzie od lewej: Mariola Paśnik, Jarosław Kaczyński, Iwona Koperska, Beata Mateusiak-Pielucha, Janusz Wojciechowski, w II rzędzie od lewej: Marek Szydłowski, Gabriel Orzeszek, Marek Jednak, Damian Makos

No właśnie, niektórzy samorządowcy mocno atakują panią poseł, a najłagodniejsze stwierdzenia to pogardliwe: „wybranka narodu z Posmykowizny”. Co Pan na to?

A tylko tyle, że na głupotę nie ma lekarstwa. No i, że tych samorządowców jest raptem dwóch i obaj zawdzięczają swoje polityczne kariery pani poseł. Podobno wdzięczność jest cechą ludzi przyzwoitych, więc dajmy im szansę. Co do Posmykowizny, to pierwsze słyszę, że wartość posła czy w ogóle człowieka zależy od miejsca zamieszkania. Zresztą demokracja daje wiele możliwości, można sobie wybrać posła z Sieradza, z Wielunia, z Kutna czy z Pabianic, jeśli to lepiej brzmi. Dla mnie ważne są inne kryteria – skuteczność, doświadczenie, stosunek do ludzi, dostępność, siła przebicia, pozycja polityczna, zasługi dla regionu. .Przypomnę jeszcze, że dzięki tej „posłance z Posmykowizny” do naszego powiatu przyjeżdżali; Prezes Kaczyński, Prezydent Andrzej Duda, dwukrotnie Premier Morawiecki, ministrowie itd.

Na ostatniej sesji Rady Gminy w Sulmierzycach wójt nazwał mieszkańców swojej gminy angażujących się w rozpowszechnianie pozytywnych informacji o poseł Mateusiak-Pielusze zdrajcami. Czy to nie za daleko posunięta kampania wyborcza?

Ja czasami odnoszę takie wrażenie, że niektórzy włodarze zachowują się w swoich gminach czy miastach jak we własnych księstwach. Tymczasem tak jak ja nie jestem księciem pajęczańskim, tak samo pan wójt nie jest księciem sulmierzyckim. To samo dotyczy Działoszyna, Rząśni czy Kiełczygłowa. Żadnego z nas nie wybrało 100% mieszkańców i wszyscy mamy obowiązek szanować różnorodność poglądów i sympatii politycznych. Jestem członkiem PiS od 2005 roku, startowałem w wyborach samorządowych z listy PiS, ale nie przyszłoby mi do głowy nazywać kogoś w powiecie zdrajcą, bo chce głosować na przykład na PSL. To są elementarne zasady demokracji, a nawet dobrego wychowania.

Zdaje się, że pana wójta mocno ponosi, bo na innej sesji życzył z kolei pani poseł ”wszystkiego co najgorsze”.

Tego to już kompletnie nie chce mi się komentować, bo to zwyczajnie jest nie na miejscu w takim zwykłym ludzkim wymiarze. Znamy się w tym naszym małym powiecie i nie jest tajemnicą jakie rodzinne tragedie spotkały panią Beatę. W tym kontekście zastanawiam się, czego jeszcze najgorszego jej pożyczono, chyba już tylko śmierci. Dodam, że każdy powinien panować nad tym co mówi, ale ludzie pełniący funkcje publiczne w szczególności.

Jak Pan ocenia wpływ kampanii wyborczej na decyzje mieszkańców powiatu pajęczańskiego?

Trudno mi to oceniać. Jako członek PiS chciałbym, żeby moja partia osiągnęła jak najlepszy wynik, a do tego jako starosta i lokalny patriota, życzyłbym sobie widzieć w sejmie posła z mojego powiatu. Czy tak będzie, zobaczymy po 13 października. A wracając do kampanii, myślę, że w jej trakcie kilka grup interesu próbowało skonfliktować społeczność powiatu pajęczańskiego. Używano do tego lokalnej gazety, często brudnych chwytów i oszczerstw pod adresem naszej posłanki. Niestety czasami własne emocje i porachunki przesłaniają interes publiczny. Na takich konfliktach korzystają zwykle osoby z zewnątrz. Nie przeceniałbym jednak siły tych działań, bo jak mówił często mój dziadek: „Ludzie swój rozum mają” i ja w to święcie wierzę.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Wyder

Źródło: Dwutygodnik Regionalny FAKTY nr 13 (1132) z 9 października 2019r.

 

Zachęcamy do subskrybowania naszego kanału na YouTube: